wtorek, 15 października 2013

Od Darkusa

Deszcz padał bardzo mocno. Musiałem znaleźć jakieś schronienie. Znalazłem niewielką wnękę w skale. Wystarczyła jednak by schronić się przed deszczem. Wbiegłem do niej. Cały trząsłem się z zimna. Brr! Bycie mokrym po deszczu nie jest niczym przyjemnym. Położyłem się. Czekałem, aż deszcz przestanie padać. Czekałem, czekałem, ale nie dość że ciągle padał, to do tego doszły jeszcze pioruny. Szczerze, to strasznie się bałem. Zostałem sam, w niewielkiej wnęce, gdy pada deszcz z grzmotami. Kto wie, jakie potwory czają się w tej ciemności. Nagle usłyszałem wycie... Dzikie wycie i bynajmniej nie wilcze. Zbliżało się z każdą chwilą. Deszcz łomotał jak tysiące nóg idących w moją stronę. Bałem się. Zamknąłem oczy i zakryłem głowę łapami. Czułem się taki senny. Zasnąłem, a towarzyszył temu przeraźliwy krzyk który dochodził z lasu...

Obudziłem się z krzykiem. Całą noc śniły mi się koszmary związane z koszmarnym deszczem. Otrząsnąłem się. Odetchnąłem świeżym powietrzem. Poszedłem na poszukiwanie wody. Przy małym jeziorku stała wadera. Nie widziałem kim jest i co tu robi, więc postanowiłem się jej o to zapytać. Podszedłem do niej.
-Przepraszam - zacząłem.

<Aria?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz